W poszukiwaniu Hattoriego Hanzo

Okinawa jest regionem z pięknymi plażami, super pogodą, rewelacyjnym oceanarium, ale ja nie chciałem pojechać tam z ich powodu. Mnie ciągnęło tam tylko jedno.

Chciałem znaleźć Hattoriego Hanzo.

Hattori Hanzo jest bohaterem Kill Billa – jednego z moich ulubionych filmów. Był on legendarnym kowalem samurajskich mieczy, który zakończył swoją pracę jako twórca rzeczy siejących śmierć, otworzył na Okinawie restauracje z sushi. Scena, w której się pojawia, jest genialna, jak zresztą cały film.

W tym tekście chciałem się skupić na miejscach, w których szukałem Hattoriego Hanzo.

Najbliżej do Hattoriego było w bezimiennej restauracji w Naha, do której trafiłem w ramach kolacji wigilijnej. Miejsce jest niesamowicie klimatyczne, z wielkimi butlami sake wystawionymi przed barem, dwoma śmiesznymi kucharzo-kelnerami. Niestety obaj byli zbyt młodzi, żeby mieć 30 letnią przerwę od wykuwania mieczy. Jako że była wigilia trzeba było zjeść jakąś rybkę, więc zamówiłem rewelacyjne sashimi, a w ramach przystawki dostałem surowe, zamarynowane krewetki. Wszystko świeże i pyszne jak zresztą zawsze w Japonii. Do tego sake (zimne, bo oglądał telenowele jak zamawialiśmy), nalane z wielkiej butelki, nie do momentu wypełnienia szklanki meniskiem wypukłym, ale aż do wypełnienia spodka, w którym stało szkło. Do pełni szczęścia brakowało tylko prawdziwego Hattoriego Hanzo.

IMG_9427

podobne

Doszedłem do wniosku, że mistrz może zmodernizował restauracji. Kolejnym miejscem, w którym go szukałem to Maguro Donya, czyli kaiten-sushi. W takich lokalach sushi jeździ dookoła baru i goście wybierają to, na co mają ochotę. Niestety Hattoriego tam nie było, ale znalazłem tam dużo pysznego sushi. W restauracji królował tuńczyk, którego nigdy nie będę miał dosyć. Inne ryby też jadłem, ale przy rozpływającym się w ustach tuńczyku, schodzą na dalszy plan. Chu-toro, czyli najlepszy kawałek z tuńczyka to mi się do tej pory śni po nocach…
sushi Po tych dwóch niepowodzeniach pomyślałem, że może Hattori z sushi przerzucił się na coś innego. Więc poszedłem na ramen, który był lepszy niż wszystkie rameny, które wcześniej jadłem, ale tam też go nie było. Nie znalazłem go też w samej Okinawie (miejscowości) w restauracji z udonem i tempurą. W końcu przecież to nie są lokale wymagające najtwardszej stali i najostrzejszych noży.

okinawa food

Poszedłem więc na kolacje do restauracji teppanyaki, bo myślałem, że w takich restauracjach potrzeba umiejętności godnych prawdziwego mistrza. Było tam wielu kucharzy, ale żaden z nich nie miał klasy ani umiejętności legendy. Jedzenie potrafili przyrządzić całkiem smacznie, ale stali najwyższej jakości nie mieli. Zresztą, nie wiem, czego szukałem w takiej turystycznej restauracji. Przecież Hattori Hanzo by tam nigdy nie pracował. Przynajmniej zjadłem dobrego steka i po raz pierwszy w życiu spróbowałem homara – bardzo dobry, ale spodziewałem się czegoś, co mnie wystrzeli w kosmos.

lobster

Podsumowując, poszukiwania rezultatu nie dały i Hattoriego nie znalazłem. Nie chodziło mi jednak o złapanie króliczka, ale o gonienie go. W procesie zjadłem naprawdę dużo dobrego jedzenia, a tego nigdy za dużo.


 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, tutaj możesz polajkować fanpage i będziesz mógł oglądać dyrdymały, które na niego wstawiam.